1-2.09.2007
Sara Nowak, Rajd do Jarkowa 2007

Na początku oczywiście jak zawsze wszyscy uczestnicy rajdu byli bardzo podekscytowani, a najbardziej Warka gdyż był to jej pierwszy rajd . Machała radośnie ogonkiem i pilnowała koni by na pewno nie poszły bez niej .

Nareszcie wyruszyliśmy ! Przemierzaliśmy górskie szlaki podziwiając niesamowicie piękne widoki tutejszych okolic. Po któtkiej chwili znaleźliśmy sie w Jamrozowej Polanie. Zaraz po jej przejechaniu odbiliśmy w dość stromą dróżkę , biegła ona dość długi kawałek i doszła do Zieleńca. Podążaliśmy nią chwilę a następnie odbiliśmy na Pańską Górę. Po drodze postanowiliśmy zrobić sobie małą przerwę by konie mogły sobie troszkę odpocząć a my zjeść ''obiad''. Konie były szczęśliwe tarzając się i skubiąc trawę . No ale oczywiście nic nie trwa wiecznie .Po jakimś czasie osiodłaliśmy konie i wyruszyliśmy dalej . Wjeżdżając na sam szczyt tej pięknej góry podziwialiśmy w międzyczasie wielkie czeskie przestrzenie na których pasły się owce. Było to niesamowite uczucie , widzieć tak rozległe łąki , a na nich małe kropeczki, które są owcami . Po chwili podziwiania tych cudownych terenów postanowiliśmy dotrzeć na Zimne Wody. Słyną one z podmokłych terenów , toteż mieliśmy takie szczęście że na jedno bagienko trafiliśmy. Na szczęście konie są przystosowne do takich sytuacji i świetnie sobie poradziły. Zaraz gdy przejechaliśmy to bagienko trafiliśmy na polną drogę, która była całkiem długa, jechaliśmy nią dobre dziesięć minut. Droga ta biegła lasem ale później wyszła na łąkę i niewielką wioskę Jerzykowice Małe . Wioska ta była naprawdę mała, było w niej mniej więcej dziesięć domów .

Zaraz kiedy minęliśmy kościół skręciliśmy w las i przez Kocioł dojechaliśmy do Taszowa. Z Taszowa do naszego celu był rzut kamieniem. Po przejechaniu tej miejscowości trafiliśmy na taszowskie łąki - wydawały się małe, ale pozory mylą - są to bardzo duże przestrzenie . Kiedy już je pokonaliśmy wystarczyło tylko skręcić w dół łąk i już byliśmy w Jarkowie .

Dotarliśmy do obozu, rozsiodłaliśmy konie rozstawiliśmy pastwisko i puściliśmy je. Były zadowolone że już nie muszą dziś wędrować. Część grupy poszła po drewno na ognisko a część rozkładała namioty. Gdy rozpaliliśmy ognisko , nie trzeba było już o nic się martwić. Siedzieliśmy i smażyliśmy kiełbaski i ustalaliśmy wartę nad końmi. Potem wszyscy poszli spać zostałm tylko ja i Gosia która towarzyszyła mi przez chwile. Zaraz potem poszła spać , a potem zmieniliśmy się wartą. I tak minęła noc. Rano wszyscy byli wyspani i radośnie nastawieni do powrotu do domu. Zjedliśmy śniadanie i zabraliśmy się za siodłanie koni. No i wyruszyliśmy .

Prosto z Jarkowa odbiliśmy na Lewin. Po jego przejechaniu i przekroczeniu ósemki, pojechaliśmy do Leśnej. Zaraz po przemierzeniu leśnych dróg tej wioski skręciliśmy na Homole . A dokładnie ominęliśmy je. Zaraz za Homolem wije się mnóstwo dróżek wiodących do Dusznik. Jedną z nich wybraliśmy i pojechaliśmy nią. Z Dusznik do Łężyc jest dosłownie rzut kamieniem. Po jakiejś godzinie byliśmy już w domu. Był to naprawdę super rajd nie zapomnimy go do końca życia .

Polski English Cesky