Na początku oczywiście jak zawsze wszyscy uczestnicy rajdu byli bardzo
podekscytowani, a najbardziej Warka gdyż był to jej pierwszy rajd .
Machała radośnie ogonkiem i pilnowała koni by na pewno nie poszły bez
niej .
Nareszcie wyruszyliśmy ! Przemierzaliśmy górskie szlaki podziwiając
niesamowicie piękne widoki tutejszych okolic. Po któtkiej chwili
znaleźliśmy sie w Jamrozowej Polanie. Zaraz po jej przejechaniu odbiliśmy w dość stromą dróżkę , biegła ona dość długi kawałek i doszła do Zieleńca.
Podążaliśmy nią chwilę a następnie odbiliśmy na Pańską Górę. Po drodze
postanowiliśmy zrobić sobie małą przerwę by konie mogły sobie troszkę
odpocząć a my zjeść ''obiad''. Konie były szczęśliwe tarzając się i
skubiąc trawę . No ale oczywiście nic nie trwa wiecznie .Po jakimś czasie
osiodłaliśmy konie i wyruszyliśmy dalej . Wjeżdżając na sam szczyt tej
pięknej góry podziwialiśmy w międzyczasie wielkie czeskie przestrzenie
na których pasły się owce. Było to niesamowite uczucie , widzieć tak
rozległe łąki , a na nich małe kropeczki, które są owcami . Po chwili
podziwiania tych cudownych terenów postanowiliśmy dotrzeć na Zimne Wody.
Słyną one z podmokłych terenów , toteż mieliśmy takie szczęście że na
jedno bagienko trafiliśmy. Na szczęście konie są przystosowne do takich
sytuacji i świetnie sobie poradziły. Zaraz gdy przejechaliśmy to bagienko
trafiliśmy na polną drogę, która była całkiem długa, jechaliśmy nią dobre
dziesięć minut. Droga ta biegła lasem ale później wyszła na łąkę i
niewielką wioskę Jerzykowice Małe . Wioska ta była naprawdę mała, było w
niej mniej więcej dziesięć domów .
Zaraz kiedy minęliśmy kościół skręciliśmy w las i przez Kocioł dojechaliśmy do
Taszowa. Z Taszowa do naszego celu był rzut kamieniem. Po przejechaniu
tej miejscowości trafiliśmy na taszowskie łąki - wydawały się małe, ale
pozory mylą - są to
bardzo duże przestrzenie . Kiedy już je pokonaliśmy wystarczyło tylko skręcić w dół łąk i już byliśmy w Jarkowie .
Dotarliśmy do obozu, rozsiodłaliśmy konie rozstawiliśmy pastwisko i puściliśmy je. Były zadowolone że już nie muszą dziś wędrować.
Część grupy poszła po drewno na ognisko a część rozkładała namioty. Gdy rozpaliliśmy ognisko , nie trzeba było już o nic się martwić.
Siedzieliśmy i smażyliśmy kiełbaski i ustalaliśmy wartę nad końmi.
Potem wszyscy poszli spać zostałm tylko ja i Gosia która towarzyszyła mi
przez chwile. Zaraz potem poszła spać , a potem zmieniliśmy się wartą. I tak minęła noc. Rano wszyscy byli wyspani i radośnie nastawieni do
powrotu do domu. Zjedliśmy śniadanie i zabraliśmy się za siodłanie
koni. No i wyruszyliśmy .
Prosto z Jarkowa odbiliśmy na Lewin. Po jego przejechaniu i przekroczeniu ósemki, pojechaliśmy do Leśnej. Zaraz po przemierzeniu leśnych dróg tej wioski skręciliśmy na Homole . A dokładnie ominęliśmy
je. Zaraz za Homolem wije się mnóstwo dróżek wiodących do Dusznik.
Jedną z nich wybraliśmy i pojechaliśmy nią. Z Dusznik do Łężyc jest dosłownie rzut kamieniem. Po jakiejś godzinie byliśmy już w domu. Był to naprawdę super rajd nie zapomnimy go do końca życia .
